Odwieczna prawda głosi, że tacy – co tylko prawdę mówią nie są warci uwagi i wysłuchania. Starożytni Indianie mawiali natomiast, że opowieść nie musi być prawdziwa, lecz bezwzględnie powinna być ciekawa. Nasi polityczni kaznodzieje snują zazwyczaj opowieści okrutne nudne, przerażająco głupie i starannie zakłamane.

Koniec roku to, czas podsumowań i snucia planów na przyszłość. To czas, w którym ze zbiorowego, świecko-sakralno-mistycznego ciała władzy, każdym dostępnym otworem wylewa się dobro i zrozumienie dla trudnego losu zwykłego obywatela i człowieka.

Nie mogę już wprost doczekać się, kiedy Szydło wyjdzie z świątecznego worka i wygłosi poprzez na wpół zaciśnięte usta, wykrzywione grymasem niezaleczonych od lat wielu kompleksów, orędzie do Narodu. Będzie zapewne opowiadać o tym, że jesteśmy razem, że myśli, rozumie i czuje dokładnie tak jak jej poddani. On druga dama RP i ja ni poeta ni łachmyta – razem. Super!!! Pani Beata, którą na szczyty władzy wyniosła rozgrzana do białości pycha Jarosława Kaczyńskiego, opowie obywatelom, jakim to wspaniałym Rządem kieruje. Opowie anemicznym głosem, że jest szczęściarą, bo jej Bóg, ten w Niebie, nie ten z Żoliborza, dał jej możliwość czynienia dobra.

Gdy przyglądam się twarzy mojej siostry w wierze Beaty oraz twarzom braci moich, choć ledwo sapiens, to jednak wspaniałych, Andrzejowi, który udaje Prezydenta oraz Jarosławowi, którego jeszcze nie nazywają Wielkim – dzisiejszym władcom naszego kraju to, dostrzegam, że są to sadyści, będący jednocześnie masochistami stosującymi się do złotej zasady. Zadając innym ból, masochiści ci robią tylko to, co nakazuje im złota zasada – traktują innych tak, jakby chcieli, aby ich potraktowano. Najlepiej batem. Myślę, że gdy będą schodzić ze sceny Suweren, którego tak kochają wygarbuje im garby knutem.

Hipokryzja jest używką, którą władza, każda władza, rok w rok z okazji świąt Bożego Narodzenia namiętnie się upaja. Coroczny rytuał opłatkowy uprawiany przez polityków i kler przy okazji wigilijnego biesiadowania możnych z możnymi oraz Wójtów Panów i Plebanów z biedotą, bo tak nakazuje bezrozumna tradycja, jest niczym innym jak odwoływaniem się do jednej z najgorszych cech naszej ludzkiej natury – podłej litości.

Codzienne życie zwykłych ludzi jest tak różne od życia elit polityczno-kościelnych, żyjących bezwstydnie na koszt społeczeństwa, że zaczynam wierzyć w to, iż establishment ten, rzeczywiście uważa obywateli i obywatelki, parafian i parafianki za głupców i nikczemników, którzy na traktowanie takie sprawiedliwie sobie zasłużyli, albowiem głosując na głupich i załganych polityków oraz oddając hołd papieżom, kardynałom i wszystkim innym biskupom i proboszczom obiecującym im życie po życiu, okazują się, niestety, rozgarnięci jak kupa liści w parku jesienią.

W zasadzie, gdy sprawie tej przyjrzeć się dokładniej to, Oni, czyli przedstawiciele władzy i kościoła mają w istocie rację. Zwykli ludzie to głupcy. Mając, bowiem prawdę przed oczami w zdecydowanej większości zachowują się jak ślepcy lub durne strusie, które łby swoje poczciwe strachliwie w wiadro z szybkowiążącym betonem wciskają.

Dzieje się pewnie tak, dlatego, że człowiek, z czym zapewne nie wszyscy się zgodzą, choć jest obdarzony rozumem, tak naprawdę nie przestał być zwierzęciem. Z tą jedynie różnicą, iż jest zwierzęciem rozwiniętym bardziej niż inne. Choć w myśl teorii Darwina wszystkie zwierzęta są rozwinięte. Niektóre jednak, z tych bardziej rozwiniętych – politycy i kler, są rozwinięte trochę bardziej jeszcze, niż pozostałe.

Są tacy, kreacjoniści na przykład, także polityczni, którzy twierdzą, że ludzie, zwłaszcza Oni, czyli władza, nie należą do świata zwierząt. Oni mówią, a mówią dumnie i niezwykle uczenie, że – Bóg ich stworzył po to, aby władali Ziemią i wszystkim, co na niej żyje. Obywatelami i parafianami przede wszystkim. A już pod szczególną opiekę Bóg dał im, czyli Onym, jak namiętnie układając usta, powiada pani premier Beata – Suwerena. Co to za stwór???

Ja natomiast, zwłaszcza, gdy przyglądam się ludziom z kręgów szeroko rozumianej władzy, szczególnie kłodzkiej, jestem odmiennego zdania. Twierdzę, że człowiek to, zwierze tyle, że udomowione. Zwierze, które nie do końca jednak wyzbyło się swojej dzikości, co niezwykle często w polityce świecko religijnej, na co dzień i od święta, zawłaszcza do święta, widać. Teza ta przypomina mi, jako żywo, historię „O powstawaniu gatunków” Karola Darwina.

W historii tej wszyscy gracze, Prezydent, Premier, Burmistrz i Starosta, oraz gentlemani – Wójt, Sołtys, Pan i Pleban, są otoczeni przez innych graczy.  Posłów, senatorów, radnych, managerów i lobbystów. Prezesów spółdzielni różnych i zwykłych chamów, czyli jeszcze pracujący i już bezrobotny ludu miast i wsi. Wszyscy Oni, – czyli polityczno kościelna elita, walczą zażarcie o swoje własne korzyści kosztem naiwnego i ogłupionego prymitywną propagandą wyborczego planktonu. Jest to proces, który faworyzuje osobniki bezwzględne i wyrafinowane.  Cóż ewolucja. Jak wszyscy, nie kreacjoniści wiedzą, nie ma ona, ewolucja oczywiście, moralności ani celu. Po prostu się dzieje i powoduje zmiany. Trudno ocenić, czy na lepsze. A jeżeli już to, dla kogo lepsze?

Jeśli ktoś jest Prezydentem lub Premierem. Burmistrzem, Wójtem lub Plebanem. Dyrektorem lub Radnym albo, uchowaj Boże, Panem Prezesem Spółdzielni jakiejś, to zazwyczaj bywa tak, iż osobników owych, w prawdzie marginalnie i często wbrew opinii publicznej, zalicza się do tak zwanej inteligencji. W naszym pięknym kraju i moim uroczym miasteczku inteligenci owi, często z tytułami doktorów, inżynierów i magistrów, mimo jaskrawej niekompetencji i namiętnie uprawianego pustosłowia oraz zachłanności na publiczną kasę, mogą czuć się zupełnie bezpiecznie. Albowiem żargon, jakiego używają oraz jego niepojęta składnia językowa, którą ludzie władzy za polską uważają, dla większości obywateli jest zbyt mało zrozumiała, aby mogli jasno i zdecydowanie opinię swoją wyrazić i odesłać całą tą koterię na śmietnik historii. Chociaż, kto wie? Świat się przecież zmienia.

Koniec roku to czas refleksji. Zaraz za chwilę, zacznie się jutro 2017 roku. Ponieważ nasz Rząd oraz partia, której ten Rząd jest własnością, a także nasza kłodzka, szeroko rozumiana elita polityczna, zachowują się jak nadmuchane prezerwatywy z rozpaczliwym napisem SOS, w powietrzu na uwięzi dyndające, nadzieje dla ogółu obywateli na lepsze jutro, są raczej mizerne.

W niezmiennie, mimo wszystko, najpiękniejszej myśli o zwierzęciu, jakim jest człowiek rozumny.

 

Mirosław Rudziński – Gappa.

zdjęcie pochodzi z unsplash.com