Mark Twain napisał kiedyś, że:„Powinniśmy być wdzięczni Adamowi: odebrał nam błogosławieństwo lenistwa i dał w zamian przekleństwo ciężkiej pracy”. Myśl ta zakradła się do mojej nieśmiertelnej duszy podczas uroczystej mszy z okazji Powiatowych Dożynek, jakie miały miejsce w niedzielę zwykłą 4 września anno domini 2016 w Wambierzycach. To ludowe, wywodzące się z przedchrześcijańskich, a więc pogańskich czasów, święto plonów po raz kolejny uświadomiło mi, że Siła, Patriotyzm i Honor oraz suto zastawione stoły w refektarzu, to symbol elit polityczno – kościelnych. Natomiast proch, cień i siermiężna harówka, wzmocniona szczerą wiarą, oraz suchy chleb i ciepła woda mineralna podarowana włościanom na klepisku wambierzyckiego Orlika przez Starostę Kłodzkiego, to znamię bogobojnego ludu.

W atmosferze demokracji konfesyjnej, jaka unosiła się nad lożą powiatowej elity, ustawionej na wprost polowego ołtarza, wyczuwalny był niepokój, którego źródłem były nieśmiertelne dusze rozmodlonych dygnitarzy, przygniecione ich śmiertelnymi ciałami, które to ciała bezlitośnie obciążały swoją niedoskonałością ich lotne umysły. Na ich skupionych twarzach malowała się cicha, trochę paniczna myśl – co z nami będzie, jeśli naszej partyjno – urzędniczej rodziny nie obroni Matka Boska Wambierzycka. Było nie było – Królowa Rodzin.

Modląc się gorliwie na Placu Koronacyjnym w towarzystwie „niekoronowanych głów” powiatowych VIP-ów, i szczerze „Bogu Piniądzowi” dziękując za to, że jeszcze żyję dostrzegłem, iż są ludzie głęboko przekonani o tym, że ci, którzy ciężko pracują są godni najwyższego szacunku. Natomiast leniuszków za ich grzeszne, hedonistyczne wręcz skłonności, należy bezzwłocznie poddać uzdrawiającej resocjalizacji. Jako człowiek głębokiej wiary sądzę, że sprawy mają się jednak nieco inaczej.

Otóż ludzie ciężko pracujący, do których niestety sam się zaliczam, co mnie okropnie martwi, potwierdzają jedynie prawdę starą jak świat, że są niewystarczająco mądrzy i kreatywni lub, co gorsze brak im szczęścia, aby swoje cele osiągać w sposób łatwy i przyjemny. Tezę tę udaje mi się każdorazowo potwierdzić, gdy przyglądam się, a przyglądam się często, jowialnym a zarazem dumnym i mądrym twarzom osób duchownych. Stawiam dolary przeciw orzechom, że ci sukienkowi leniwce są zdecydowanie bardziej szczęśliwi niż zjadacze chleba naszego powszedniego. Dla nas, grzeszników pospolitych i zwykłych ludzi pracy, że o pracoholikach nawet już nie wspomnę, Niebiański Raj za sprawą ciekawskiej Ewy został na czas nieokreślony oddalony, jeśli nieutracony na wieki. Dla sług ołtarza – pozostał przynajmniej ten ziemski.

Zmartwychwstaniem dla zwykłego ludu bożego, jak od wieków głoszą pokorni słudzy owczarni, jest ciężka praca. I nic więcej. Natomiast mądre leniuszki w habitach, które w pożycie rajskie z Aniołami i Anielicami wierzą lub nie, tu na ziemskim padole wielce sprytnie sobie kombinują. Ludowi głoszą – módl się ludu mój ludu i pracuj. Wystrzegaj się grzechu ciężkiego, jakim jest skąpstwo i na tacę nie żałuj a my twoje ciężko zarobione grosze w nieśmiertelność twoją skutecznie zainwestujemy. Ale aby inwestycje te, mówią mądre i zatroskane duchowne głowy, prowadzić rzetelnie i uczciwie musimy mieć czas na przemyślenia. Musimy mieć czas i materialne środki na rozwijanie starych i odkrywanie w sobie nowych talentów oraz na wzbogacanie swojej osobowości. Zatem, jak głosił w zwykłe niedzielne dożynkowe przedpołudnie wambierzycki guru – ludu boży pracuj, pracuj, pracuj a garb, nim się obejrzysz, ku chwale Pana i zamożności naszej sam ci wyrośnie. Jednakże pamiętaj!!! Nie grzesz leniąc się i o tacy nie zapominaj.

Dla co bardziej spostrzegawczych Baranków i Owieczek Bożych wniosek z tej nauki płynie taki, – bardziej leniwy sposób postrzegania świata po prostu się opłaca. Na szczęście dla urzędników Pana Boga myślą tak tylko samotne wilki, niekiedy w owczą skórę przebrani.

Duszpasterze i funkcjonariusze państwowi zachęcają wspólnie swoich poddanych do ciężkiej pracy, ponieważ doskonale wiedzą, że człowiek zmęczony nie ma ochoty, czasu i energii, aby zbuntować się przeciw szalbierstwu, jakim jest tak zwane zagospodarowywanie, czyli przywłaszczanie sobie przez wyżej wymienionych, nadwyżki powstającej po wyprodukowaniu przez rolników i roboli niezbędnych środków do utrzymania siebie i swoich rodzin. Tiara i Korona w kwestii tej od zarania chrześcijańskich dziejów idzie rączka w rączkę. Ta pierwsza krzewi i umacnia za pomocą biblijnych zabobonów wiarę w to, że długie godziny ciężkiej pracy są nieuniknionym przeznaczeniem przeciętnego człowieka, bo inaczej droga do Nieba zostanie bezwzględnie zamknięta. Ta druga natomiast w podzięce za skuteczne głoszenie filozofii ciemnogrodu, rewanżuje się bardzo chętnie i hojnie, różnego rodzaju nadaniami, rekompensatami i podatkowymi zwolnieniami.

Warty uwagi jest też fakt, że tak w przeszłości w okresach nieurodzaju, jak i dzisiaj w okresach kryzysu, gdy nadwyżki zaczyna brakować zarówno kapłani jak i państwo bez pardonu biorą to, co bezczelnie uważają za swoje, nie martwiąc się specjalnie o to, co z Bożym planktonem się stanie.

W tym kontekście pojawia się fundamentalne pytanie – czy prawo do posiadania wolnego czasu jest niezbywalnym prawem do lenistwa i czy w związku z tym gnuśność jest rzeczywiście jednym z siedmiu grzechów głównych? Wygląda na to, że nawoływanie do zaprzestania leniuchowania stoi w sprzeczności z teorią o zbawieniu wiecznym. Przecież, jeżeli jako bogobojne duchy do nieba już wstąpimy to, chyba nie po to, aby tam dla kogokolwiek pracować?

Ziemskie lenistwo jest niezwykle pożyteczne. Nie oznacza to jednak, jak być może niektórym się wydaje, że leniuchowanie jest nicnierobieniem. Wystarczy, jeśli bez uprzedzeń spojrzymy na historię naszej cywilizacji poprzez pryzmat jednostki i jej twórczej roli. Wówczas bez większego trudu dostrzeżemy, że u podłoża największych pozytywnych osiągnięć homo sapiens leży właśnie lenistwo. Pomijając leniuszków w koloratkach i innych tak duchownych jak i świeckich pasibrzuchów urzędowo lenistwo uprawiających, pożyteczne lenistwo, które na osobisty użytek nazywam twórczym, polega na przestawieniu priorytetów z niewolniczego zarobkowania ku chwale i zamożności sybarytów na swobodne i wolne wzbogacanie siebie.

W niezmiennie najpiękniejszej myśli o leżeniu bykiem.

Mirosław Rudziński – Gappa

Photo by Mickaela Scarpedis-Casper on Unsplash