Tym razem będzie odrobinę wulgarnie. W związku z tym upraszam gorąco karmiące matki i opiekunki dziatwy nieletniej, aby tego pięknego tekstu w obecności przyszłości narodu, nie czytały nawet półgłosem, pod nosem.

Jak każdy umiarkowanie oczytany obywatel wie, głupota wzbrania człowiekowi stać się rozsądnym. Z drugiej jednak strony, oczywistym jest fakt, że człowiek staje się człowiekiem w walce z własną głupotą. Ta walka właśnie, stanowi brakujące ogniwo między zwierzęciem a człowiekiem. Niestety, gdy spojrzymy na rysujący się krajobraz, nadciągającej jak niszczycielski orkan kampanii wyborczej, możemy dojść do wniosku, że człowiek a szczególnie polityk, tworzy siebie we wstydzie, złości i żalu, udowadniając tym, że głupota jest, niestety, fundamentem naszej cywilizacji. Paul Valery, powiedział niegdyś, że: „Mam w sobie durnia; trzeba, bym wykorzystał jego błędy”. W moim dość długim już życiu, nie zdarzyło mi się dostrzec, aby jakiś polityk dostrzegł w samym sobie, chociażby cień durnia.

Patrząc na galerię politycznych postaci Kłodzka, zadaję sobie pytanie: co ma gówno do twarogu? I choć nie jest mi spieszno na szubienicę kłodzkiej bohemy politycznej, muszę głośno powiedzieć, że wielu, zbyt wielu kandydatów do władzy, sprawia wrażenie, czując przy tym spory dyskomfort, jakby rozglądali się, komu polizać dupę, aby po wygranych wyborach móc radośnie wysrać się na elektorat wszelki.

Przykładem polityka, który w ostatnim czasie wykazuje się dużą zdolnością do wikłania potencjalnych swoich wyborców we własnoręcznie sfabrykowane sidła iluzji, jest pan Dariusz Mikosa. Niegdyś Starosta Powiatu Kłodzkiego, którego z mchu i politycznych paproci utkały złote usta Mariana Krzaklewskiego, komicznego Duce AWS. Dzisiaj pan Dariusz jest przekonany, że może odrodzić się w sferze politycznej, jak Feniks z popiołów. Problem w tym, że Feniks był bezpłciowy i rozmnażał się sam z siebie. Pan Dariusz, jest mężczyzną, co sprawia, że do aktu poczęcia potrzebuje odurzonych prawicową ideologią obywatelek i obywateli.

Parafrazując wiersz Andrzeja Waligórskiego „Idzie jesień” i powstałą na jego podstawie piosenkę Artura Andrusa, pragnę przestrzec kłodzkiego suwerena przed oddaniem głosu na tego weterana AWS.

Raz staruszka błądzącego w lesie.
Ujrzał lisek przywiędły i blady.
I pomyślał: „Znowu idzie Darek
Darek idzie, nie ma na to rady”
I podreptał do nory po ścieżce
I oznajmił stanąwszy przed chatą.
Swojej żonie lisicy Agnieszce
Darek idzie, nie ma rady na to.
Zaś lisica zmartwiła się szczerze
I machnęła łapkami obiema
Matko Boska! Bądź ostrożny, Michał
Darek idzie, rady na to nie ma
Może przybyć już dziś albo jutro
Lub pojutrze, a może za tydzień
Może nieźle przetrzepać nam futro
Nie ma rady, Darek, Darek idzie
A był sierpień, pogoda prześliczna
I tętniło życie w zagajnikach.
Oprócz lisów nikt chyba nie myślał
O nadejściu Darka kłusownika
Ale cóż, one żyły dość długo
Łby na karkach miały nie od parady.
I wiedziały, że prędzej czy później
Darek przyjdzie, nie ma na to rady

W niezmiennie ponurej myśli o tym, że po wygranych przez Darków i Jarków wyborach, włączy się szydercza maszyna śmiechu, która będzie się śmiała z naszej głupoty.

                                                                                                                         Mirosław Rudziński – Gappa