Kilka tygodni temu ogłaszając konkurs na kłodzkiego Nikiforka”  mieliśmy pełną świadomość, jak to celnie ujął Karol Darwin, iż „Próbując nadążyć w dowolnej sytuacji za akcją i reakcją, jest tak samo beznadziejnym przedsięwzięciem, jak rzucenie garści piór na wiatr i wyrokowanie, które gdzie spadnie.”

Dlatego też, rekomendując kandydatów do naszego turnieju nie wróżyliśmy z redakcyjnych fusów, kto ma największą szansę zostać „Kłodzkim Nikiforkiem”. Braliśmy jedynie pod uwagę to, czy proponowane przez nas miejsko- powiatowe osobistości, są ludźmi, których bardziej interesuje to, by dowiedzieć się gdzie i kiedy w swojej publicznej działalności popełniali błędy, niż to, kiedy mieli rację.

Nie jest tajemnicą, iż pretendenci do „Orderu Kłodzkiego Nikiforka” to prowincjonalni politycy, którzy stosują dość prymitywną, ale niestety skuteczną socjotechnikę, polegającą na tym, co należy zrobić, aby jak największa liczba wyborców uwierzyła w ich dobre intencje i oddała na nich głos, zanim się zorientują, że po raz kolejny zostali  wystrychnięci na dudka lub, co gorsze, przez dudę ze świstem wydmuchani.

Nasza maszyna licząco – glosująca, którą w swojej wielkoduszności wypożyczył nam na czas naszego turnieju, po wygranych w wielkim szachrajskim stylu prezydenckich wyborach, Владимир Владимирович, mimo, iż w  wielu wyborczych bitwach brała już udział, trudząc się przy „Nikiforkach”  miała nie lada orzech do zgryzienia.

Wybór pomiędzy Bogusławem i jego intelektualną próżnością a Damianem, zachowującym się tak jakby miał perz w głowie, był oczywisty. Natomiast wybór pomiędzy Zbigniewem, który porusza się po salonach władzy, jakby miał gwoździe w kalesonach a Zdzisławem, któremu chodzi jedynie o to, aby wygrać, a nie oto jak rządzić, aby było lepiej, już tak oczywisty nie był.

Ponieważ maszynie Владимирa Владимировичa, dość szybko od liczenia głosów zgrzały się łapki, o wyłonieniu zwycięzcy przesądził pierwiastek „Dyzmy”. I nie chodzi tutaj o szarlatanerię, czy kunsztowne kłamstwo, ale o bezczelne i prostackie, posuwające się, jeśli warunki tylko na to pozwolą, do najbardziej nawet naiwnych trików, zachowanie.

Zdzisław, bo o nim w tej mini charakterystyce mowa, jest arcymistrzem w nabieraniu wyborców na okrągło brzmiące frazesy i robieniu, gdy myśl jego ulotna jak kamfora zgubi wątek, a gubi nieustannie, zamyślonej, w domyśle – „mądrej” miny.

Radny Zdzisław Duda, nominowany został do „Orderu Kłodzkiego Nikiforka” ze względu na bezkompromisowe podejście do wiedzy wszelkiej i nieustanne, bezkrytyczne zapożyczanie myśli o wszystkim, oraz za genialną umiejętność budzenia ludzkiego współczucia.

Zwycięstwo w naszym turnieju zapewnił mu dyskretny urok genu „Nikodema Dyzmy”, który pod maską „mądrości” skutecznie pozwala Zdzisławowi ukrywać nieudolność swoich działań, przy realizacji, których grzebie się zazwyczaj, jak prawiczek przy gorsecie. Zdzisław, to jedyny kłodzki radny, którego można z całą pewnością określić mianem zawodowca i nadać mu rangę – „Zdzisław zawodowiec”.

W tym wszystkim martwi nas jednak to, że o ile „Leon zawodowiec”, który jak powszechnie wiadomo, posiadał talent i perfekcyjny kunszt zamiatacza, miał wystarczającą ilość pieniędzy, które uczciwie na życie i kaprysy zarabiał, o tyle nasz „Zdzisław Zawodowiec”, cierpi na nieustanny brak gotowizny, co sprawia, że nie chce, jak mawiał klasyk, ale niestety musi, za publiczne pieniądze, służyć swoim beztalenciem kłodzkiemu Suwerenowi, chociażby, po to, aby nie musiał udawać, gdy spotka atrakcyjną kobietę, że z racji tego, iż na romantyczną kolację przy świecach go nie stać – nie chce pójść z nią do łóżka.

Reasumując, starannie i nienagannie, nakreślone powyżej w wielkim skrócie refleksie, Wielka Kapituła „Orderu Kłodzkiego Nikiforka” postanowiła przyznać to zaszczytne wyróżnienie, Zawodowemu Radnemu Miasta Kłodzka, Zdzisławowi Dudzie. Okolicznościowy dyplom, zostanie Panu Radnemu, z wszelkimi honorami wynikającymi z protokołu dyplomatycznego Rady Miasta, wręczony podczas najbliższej nadarzającej się miejskiej uroczystości.

W imieniu Wielkiej Kapituły Orderu Kłodzkiego Nikiforka – Mirosław Rudziński – Gappa