Behawioryzm jest doktryną z zakresu filozofii nauk społecznych głoszącą, że funkcjonowanie psychologiczne da się zdefiniować w kategoriach zewnętrznych przejawów czynnościowych.

Dość długi czas tkwiłem w przekonaniu, że istnienie nudy dowodzi fałszywości behawioryzmu. Przyznaję ze wstydem, że tkwiłem w błędzie. W dniu wczorajszym zostałem brutalnie zmuszony do zmiany mojego poglądu. Stało się tak za sprawą internetowej relacji z poniedziałkowej konferencji prasowej dyrektora kłodzkiego basenu, pana Janusza Skrobota.

Nudne wydarzenia, w swym wymiarze ogólnym, być może dowodzą fałszywości behawioryzmu, jednakże szczegóły tych wydarzeń, które nudnymi już nie są, zaświadczają o tym, że doświadczony psychoanalityk, tylko na podstawie zewnętrznej obserwacji może trafnie postawić diagnozę, iż z obserwowanym pacjentem, w sferze jego emocji, nie jest za dobrze.

W 34 minucie, tej słynnej już konferencji, pan Bogusław Szpytma, były burmistrz miasta i budowniczy basenu, zadał panu Januszowi, obecnemu dyrektorowi basenu, klarowne, spokojnie i zupełnie niewinne pytanie. Dyrektor Janusz, miast równie spokojnie i rzeczowo na zadane pytanie odpowiedzieć, zareagował na głos pana Bogusława jak pies Pawłowa na dzwonek sugerujący, iż żarcie do miski podano. Świerzy, pan dyrektor Janusz, na swojego starego adwersarza, Bogusława, rzucił się jak gończe na niedźwiedzia i zamiast go, jak zamierzał, jednym kłapnięciem paszczy o puszczalstwie żony i łapówkach  pożreć, boleśnie złamał sobie coś nieborak – niestety. O tym, co sobie pan dyrektor Janusz złamał, na łamach „Prawdy…” napiszemy niebawem. Konsylium lekarskie w tej sprawie już obraduje.

Ten znany kłodzki modniś, utalentowany kucharz i znakomity komik polityczny, co podczas omawianej konferencji wielokrotnie udowodnił, należy do gatunku tych polityków, którzy przeczytawszy o sobie w gazecie wątpliwą notatkę, kupują sto egzemplarzy tej gazety, aby upewnić się o jej, tej notatki, prawdziwości.

Wiem, skojarzenia to przekleństwo, to wręcz igranie ze zgonem. Dzieląc się publicznie wrażeniami, jakie zrodziły się w mojej biednej głowie po kilkukrotnym obejrzeniu materiału z basenowej konferencji, drżę na całym ciele i w głębi niewinnej duszy mojej, co dyrektor Janusz mi zrobi, gdy mnie złapie.

Zanim mnie jednak za jajca dłonią prokuratora ściśnie, powinien pamiętać o tym, że jestem poważnie chorym obywatelem. To więcej niż pewne. Moje opinie o ludziach kłodzkiej polityki i władzy  zaświadczają dobitnie o tym, że na moich synapsach iskrzy zajebiście. Po ostatnich badaniach, mój lekarz poprosił mnie, abym uporządkował swoje papiery i w zakup kalendarza na rok przyszły pochopnie nie inwestował.

Podczas ostatniego medialnego spiczu, dyrektora Janusza, moje mózgowe połączenia nerwowe zagrzały się, ze śmiechu oczywiście, prawie do czerwoności. Ich podwyższona temperatura sprawiła, iż osoba wybitnego działacza samorządowego jakim  jest dyrektor Janusz, skojarzyła mi się z dwoma innymi wybitnymi postaciami.

Pierwszą z nich jest Rowan Atkinson. Słynny na cały świat Jaś Fasola. Podobny typ urody. Nieomal identyczna narracja. Różnica pomiędzy obu panami tkwi, miedzy innymi w tym, że Atkinson skończył Oksford a Janusz nie.

Postać druga, jaka pod wpływem poniedziałkowego medialnego wybrzuszenia Janusza Skrobota pojawiła się w świecie moich urojeń, to syn pewnego rosyjskiego szewca.

Otóż przed wielu laty pewien carski porucznik jadąc przez rosyjski sztetl, to takie małe skupisko miejskie, zauważył na ścianie mijanej stodoły, mnóstwo wyrysowanych kredką kółek, ze śladami kuli w samym ich środku. Zdziwiony zaczepił przechodnia i zapytał o te ślady po kulach. Przechodzień westchną.

– Och to Януш, syn szewca. On jest trochę dziwny.
– To bez znaczenia. Odparł oficer. Każdy, kto jest tak dobrym strzel….
– A, nie, nie rozumie pan – przerwał porucznikowi przechodzień. Chodzi o to, że Януш najpierw strzela, a dopiero potem rysuje kółko.

Na poniedziałkowej konferencji prasowej Janusz Skrobot strzelał celnie, a na koniec powiedział tak: „Naród, który umie pływać nie tonie”. Janku, Januszu nie wiem czy umiesz pływać, ale mam wrażenie, że już toniesz. Prezes, Tomasz Pełyński, który był obecny na Twoim występie, ani myśli rzucić Ci koło ratunkowe. Na konferencję przybył w czapce niewidce. Niestety popsutej, co sprawiło, iż nie był wstanie ukryć zdziwienia, irytacji i wstydu Twoim popisem.

Obraz jak powszechnie wiadomo przemawia tysiącem słów. „Prawda – nie inaczej” zaprasza na pierwszą, i mamy nadzieję, że jedną z ostatnich odsłon kabaretu Janusza Skrobota pod tytułem „Basen”.

Mirosław Rudziński – Gappa

Zdjęcie wykorzystane z Photo by yan on Unsplash