W Rzeczypospolitej Obojga Narodów pułkowników było wielu. W Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej – również. Do niedawna myślałem, że pułkowników tych prawdziwych mieliśmy tylko trzech. Nie licząc oczywiście pułkownika Ludowego Wojska Polskiego J. Stronga, który za swoje szpiegowskie talenty dopiero, jako trup awansował i został generałem.


Mówiąc o trzech pułkownikach mam tutaj na myśli, przede wszystkim, małego rycerza, który dziarsko hasał w stepie szerokim, którego okiem, jak każdy wie nie sposób było zmierzyć. Jerzy Michał Wołodyjowski, który jak pisał Jacek Kaczmarski, choć zajęty był Baśką i szabelką, nie wątpił i w sens ofiary wierząc, dał w końcu niezbity dowód na to, że do nieba jest najbliżej z Polski. Wszyscy pamiętamy, jak wzruszająco i zgrabnie poruszył swoim starannie wypielęgnowanym wąsikiem i powiedziawszy Basi swoje credo –
nic to – poszedł i wysadził siebie, Ketlinga a przy okazji także twierdzę w powietrze. Tylko, po co?

Drugim równie wielkim, co Jerzy Michał pułkownikiem Rzeczypospolitej i przy okazji wojsk litewskich, albo na odwrót, był Andrzej Kmicic. Swawolnik i okrutnik wielki, który aby grzechy swoje odkupić, jak to niezwykle celnie, po raz kolejny, ujął Kaczmarski, radował Pana Boga rzezią w Prusach. Z wielkim przy tym kunsztem używając do tego celu Tatarów. Ten wierny syn Rzeczypospolitej Obojga Narodów zwany po występach na Jasnej Górze szalonym Jędrkiem, bardzo zręcznie umiał bawić się granatem a charyzmatyczny przeor klasztoru, Augustyn Kordecki, błyskotliwą czynność tą, gorliwie błogosławił.

Trzecim pułkownikiem Rzeczypospolitej cierpiącym na ciężką megalomanię by niejaki Kuklinowski. Nie mylić z Kuklińskim. Kuklinowski był pułkownikiem chorągwi wolentarskiej, który w czasie II wojny północnej nienagannie wysługiwał się Szwedom. Podobnie jak ponad trzysta lat później Kukliński CIA.
Ktoś może zapytać, po co kudłaty wymądrza się na temat bohaterów pięknie pomieszanej fikcji literackiej z prawdą historyczną. Otóż całkiem niedawno do moich uszu banity ekonomicznego, nicponia i łotra w jednym, dotarła informacja, że mój ulubiony kłodzki polityk i świetny konferansjer, Adam Łącki ma zamiar uczynić, emerytowanego pracownika służb państwowych i pułkownika w stanie spoczynku honorowym obywatelem miasta Kłodzka. Jeśli nie jest to tylko plotka, to zadaję pytanie, dlaczego właśnie tego pułkownika. Czyżby posiadał którąś z cech jego wielkich wspomnianych powyżej poprzedników. Jeżeli tak to, którą?

Prześledziłem uważnie historię pana Kazimierza Koreckiego, bo o nim tu mowa, tą która jest oficjalnie dostępna w Internecie i przelotnie tą, która jest mało dostępna w banku danych pewnego słynnego instytutu, i ni jak, panie Adamie, nie mogę dopatrzyć się jakichś szczególnych zasług pana Kazimierza dla naszego miasta. Już zdecydowanie bardziej pan zasługuje na takie wyróżnienie.

W swoim dość długim już życiu nie spotkałem się jeszcze z tym, aby ktoś protestował przeciwko temu, że ktoś kiedyś wynalazł koło. Pewnie, dlatego nie odnotowano w całej historii koła takich protestów, ponieważ koło jest doskonałe i służy wszystkim. Inaczej, niestety, jest z ludźmi.
Mam takie przykre wrażenie panie Adamie, że prezentuje pan z radością osiągnięcia zawodowe i życiowe pana pułkownika, widząc w tej promocji swoją własną korzyść. Nie bardzo wiem jednak, jaką. Ale zapewne to znowu ta cholerna polityka.

Osobiście nie mam nic przeciwko panu pułkownikowi, ale chciałbym wiedzieć, z jakiegoż to powodu mam być dumny z życia pana Kazimierza i cieszyć się tym, że pan Adamie, zrobi z niego miejskiego bohatera.
Ktoś powie, że znów się czepiam i to zupełnie niepotrzebnie. Być może. Robię to jednak, dlatego, iż uważam, że wolność polega nie tylko na tym, że możemy robić, co chcemy i mówić, co nam ślina na język przyniesie, ale również na cenieniu tego, co dostajemy. Panie Adamie, co mieszkańcy Kłodzka zyskają na tym wyróżnieniu pana Kazimierza?

W niezwykle ponurej myśli, o tym, że nonsens stawia prawdę i fałsz na równi.


Mirosław Rudziński – Gappa.

Photo by Hybrid on Unsplash