Trwa wielki wyścig, czy tego chcemy czy nie. Wyścig mocarstw w zdestabilizowanym świecie, wyścig partii w naszym kraju o to, która jest większą i sprawniejszą „mafią“ oraz lokalny wyścig obiecanek, zwany eufemistycznie kampanią samorządową. Ponieważ sam również biorę w nim udział, trudno jest mi zachować obiektywizm, dlatego też daruję tym razem złośliwości wszystkim rozdawaczom nie swoich pieniędzy, obiecywaczom „jedwabnych szlaków“ i głosicielom potęgi Kłodzka wraz z przyległościami.

Znamy mniej więcej pomysły większości komitetów wyborczych na przyszłość Kłodzka i jego okolic. Z jednej strony prawie wszyscy widzą, że miasto się wyludnia, brakuje sensownych miejsc pracy (albo przynajmniej takich, co nie zależą od politycznego widzimisię pracodawcy), trzeba budować mieszkania komunalne i dbać o młodych oraz seniorów ale… prawie nikt nie potrafi sformułować, w miarę przekonywująco, po co to robić? Dlaczego Kłodzko ma być wielkie i dlaczego Kłodzku „się należy“, a innym powiedzmy takim Ząbkowicom się nie należy i mają nie dostać pieniędzy z budżetu centralnego, województwa czy innej zarazy typu Unia Europejska. To jest najsłabszy element nie tylko tej ale i poprzednich kampanii samorządowych. Brak jasnego przekazu „Po co Kłodzko i ziemia kłodzka Polsce?“. Potraficie Państwo na to odpowiedzieć bez stosowania sloganów o pięknie krajobrazu i odwoływania się do Bolesława Chrobrego ewentualnie Arnoszta z Pardubic? Co takiego dajemy Polsce, że powinna w nas inwestować, skoro nie mamy na tyle własnych pieniędzy (o tym niżej), żeby sami sobie budować, już nawet nie drogi tylko chodniki i trawniki albo nawet i baseny? Czy pruska twierdza albo czeski most św. Jana są na tyle obecne w „świadomości narodowej Polaków“, że warto na to wydawać kasę, centralnie i wojewódzko? Obecna władza buduje, mniej lub bardziej udanie, wspólnotę narodową opartą na „kontynuowaniu polskiej tradycji, kultury i obyczajów“. Jak tu wpisać w to, bez kłamstw, husytów, protestantów, Czechów, Austriaków, Prusaków i Niemców? Na całe szczęście Hrabstwo Kłodzkie zwane Krainą Pana Boga, ma wyjątkową historię katolicyzmu więc przynajmniej tutaj nie trzeba za dużo kombinować.

Dlaczego tak marudzę, zamiast standardowo wrzucić tutaj parę haseł typu – Forteczny Park Kulturowy i Twierdza Kłodzko lekarstwem na wszystko, będziemy budować mieszkania+, mieszkania++, a nawet mieszkania# starczy dla wszystkich, rząd nam da, a jak nie da to się pożyczy itd. etc. itp. Marudzę bo interesuje mnie przyszłość Kłodzka oparta na prawdziwym samorządzie i prawdziwej samorządności, a wybaczcie, samorządność oparta na dotacjach unijnych, żebraniu o kasę w Warszawie oraz kredytach idących na spłatę kredytów, które poszły na spłatę pożyczek nie jest samorządnością tylko powolnym dogorywaniem, z momentami euforii kiedy akurat przychodzi kolejna transza dotacji albo rok wyborczy.

Jeżeli Kłodzko nie przełamie „klątwy Fryderyka II“, który wiedząc, że prowincjonalizuje Hrabstwo Kłodzkie, sprezentował mu, jedyny wtedy dostępny, model gospodarczy dla oddalonego od centrum miasta, będzie niedobrze. Model ten trwa do dzisiaj, mniej lub bardziej modyfikowany przez kolejne zakręty historii. Jeżeli go nie zmienimy, moim zdaniem nie ma co liczyć na jakiekolwiek zwiększenie liczby mieszkańców, uczynienie miasta bardziej atrakcyjnym dla inwestorów czy też dla dowolnych innych, tak wyczekiwanych przez nas „nowych kłodzczan“. To model garnizonowo-administracyjny, teraz bardziej administracyjny z powodu likwidacji SG i zmniejszeniu jednostki wojskowej. Model ten generuje niskie przychody miasta (głównie z odpisów z podatku dochodowego od osób fizycznych i od nieruchomości) oraz niski poziom konkurencyjności siły roboczej, dodatkowo z kiepską jakością edukacji. Daje to, razem z brakiem jakichkolwiek zachęt dla przedsiębiorców, brakiem uzbrojonych terenów i … niechęcią lokalnych „elit“ do „obcych“ pomysłów, mieszankę usypiająco-niszczącą szanse na wyjście z budżetowego dołka. I tak to się toczy od wielu lat.

Bardzo dużo da się zrobić przy pomocy lokalnych ludzi, stowarzyszeń, małych i średnich firm, artystów i innych ochotników. Niestety, nie da się wygenerować od razu dużego, ba nawet średniego kapitału, dającego nam prawdziwą niezależność i samorządność. Nie stworzymy go dotacjami ani kredytami. Musimy go przyciągnąć lub zacząć tworzyć, planowo i wspólnie. Jestem za tym drugim rozwiązaniem ponieważ duży kapitał zewnętrzny po prostu przejmie „rząd dusz“ nad miastem bez pytania nas o zgodę. Możemy wykorzystać, na przykład, wpływ aglomeracji wrocławskiej, kończący się obecnie na Łagiewnikach. To ostatni wielki wyścig albo Wrocław zdąży objąć swoim wpływem Kotlinę Kłodzką i okolice albo, prędzej czy później, zrobią to Czesi. Wtedy już będzie za późno na kolejne „kłodzkie mecyje“ ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.

Podsumowując musimy zaplanować i wdrożyć zwiększenie dochodów miasta, nie tylko wydatków bo to potrafią prawie wszyscy. Jeżeli tego nie zrobimy zrobią to za nas inni, pół biedy jeżeli wrocławianie, gorzej jeżeli pomysłodawcy z drugiej strony granicy. Dopóki tego nie zrobimy wszelkie inne działania będą tylko pudrowaniem zwłok, perełki ziemi kłodzkiej, stolicy Hrabstwa Kłodzkiego, miasta któremu „się należy“ czyli naszego, kochanego Kłodzka.

Głosujcie Państwo na tych, którzy będą potrafili to, Waszym zdaniem, zrobić bo cała reszta jest nieważna. Moim zdaniem wiele takich osób, wraz z kandydatem na burmistrza, jest w KWW Tomasza Karolczaka.

                                                                                                                                                 Jacek Banecki

Fot: Norbert Tóth. Zdjęcie pochodzi z Unsplash.com