Zapewniam, że mój felieton „Zawiedzione Nadzieje” i ostatnia Sesja Rady Miejskiej w Kłodzku, to tylko koincydencja zdarzeń. W agendzie Sesji znalazła się skarga obywatelska na opieszałe i dalece niewłaściwe działanie Burmistrza Miasta Kłodzka, złożona przez szwagierkę samego Burmistrza. To nie żart. Wyszło na to, że ostatni mój felieton był strzałem w dychę. W te pędy odsłuchałem nagranie z Sesji i śpieszę podzielić się wrażeniami.

Wniosek ogólny i zasadniczy. Zamiecione pod dywan, a obywatelka wysłana na Berdyczów. Skargę referuje Radny Pan Krzysztof Mąka. W tym miejscu wyrażam uznanie za rzeczowe przedstawienie złożonej skargi, a przede wszystkim za ujęcie jej istoty. I ta istota sprawy, jest tu niezmiernie ważna. Mówię o tym z naciskiem, dlatego że to, co miało miejsce później wprowadziło mnie w osłupienie. Referujący przedstawił, że skarżąca czekała na rozpatrzenie (tu mój wtręt za przeproszeniem duperelnej) sprawy przez okres półtora roku. Skarga została złożona do Komisji Skarg, Wniosków i Petycji. Ta, rozpatrując sprawę nie uznała za istotne wysłuchanie skarżącej i omawiając sprawę o Niej, ale bez Niej, podjęła stosowną Uchwałę.

Treść Uchwały skomentuję krótko. Obywatelko-szwagierko pisz na Berdyczów. Krótko mówiąc Komisja nie poczuła bluesa, a już na pewno istoty sprawy nie zrozumiała. W tym miejscu, wydaje mi się, że niespodziewanie, obrady Sesji zostały przerwane wnioskiem Klubu Radnych Lubię Kłodzko o przerwę. Dla przypomnienia jest to Klub Radnych, których przedstawicielem jest sam Pan Burmistrz.

Po przerwie, stanowisko Komisji przedstawił Radny Pan Adam Kwas. Zaiste żenujące było to wystąpienie. Radny zapomniał, że w przedstawicielskim systemie samorządowej władzy, Komisja jest przede wszystkim organem kontrolującym działanie władzy. Zamiast zwrócić uwagę na to, że skarga złożona przez obywatelkę rozpatrywana jest zbyt długo i w sposób dalece niezadowalający, bo rażąco naruszająca zasady kodeksowe, odsyła skarżącą na drogę postępowania sądowego.

Panie Radny. Wnosząca skargę zapewne doskonale wie, że taka droga jej przysługuje. Każdy też wie, że drogę taką wybiera się w ostateczności. Komisja natomiast odpowiedzieć powinna, dlaczego sprawa tak długo trwa i końca jej załatwienia nie widać. W mojej ocenie wyraźnie widać, że ktoś i coś ma tu do ukrycia. Pytanie, kto i co? Oczywistym jest, że w każdym z nas, sprawa ta wzbudza i wzbudzać będzie pewne emocje. Dociekliwi stawiać będą pytania, bo naturą naszą jest doszukiwanie się drugiego dna. Zapytałbym przede wszystkim, czy nazwa cukierni Francja Elegancja ma odzwierciedlenie w rzeczywistym działaniu Urzędu w stosunku do podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą. W tym przypadku sprawa wydaje się być bardziej interesująca, bo ma smaczek rodzinny.

Stawia pytania. Czy nie mamy czasami do czynienia z nepotyzmem, o prywacie nie wspominając. Na pewno spytać warto, na jakiej drodze szwagierka Burmistrza stała się najemcą lokalu. Ile wynosi miesięczna stawka czynszu. Na jaki okres zawarta została umowa najmu. Dociekliwsi pytać nie przestaną i pytać będą więcej. Prawdę powiedziawszy z uwagą i niecierpliwością czekał będę na odpowiedzi. Jedynie te, nie wyprzedzając żadnych faktów, okoliczności i zdarzeń, stanowić mogą podstawę dalszego postępowania, niczego nie wykluczając. Zapewniam. Tego pod dywan zamieść się już nie da.

                                                                                                  Zygmunt Jakubczyk